Kilka refleksji o Plutonie, Saturnie i języku transformacji
Pluton w astrologii współczesnej zajmuje miejsce szczególne. Przez lata dorobił się reputacji planety potężnej, bezkompromisowej i transformującej „do samego rdzenia”. W horoskopach bywa opisywany jako siła, która burzy, obnaża i zmusza do głębokiej przemiany, czasem wręcz jako kosmiczny walec, przed którym nie ma ucieczki.
Im dłużej jednak uczę się astrologii i przyglądam się jej rozwojowi, tym częściej pojawia się we mnie pytanie, czy ten sposób mówienia o Plutonie nie jest zbyt ciężki. I czy nie wynika on bardziej z historii, w której astrologia się rozwijała, niż z samej natury tego symbolu.
Ten tekst nie jest próbą podważania znaczenia Plutona ani poprawiania astrologii. Jest raczej zaproszeniem do refleksji, spokojnej, bez rewolucyjnych tez, nad tym, jak zmienia się nasza wiedza o kosmosie i jak astrologia na te zmiany reaguje.
Skąd wzięły się moje wątpliwości?
Moje pytania o rolę Plutona nie pojawiły się z potrzeby umniejszania jego znaczenia ani z chęci wprowadzania nowej hierarchii planet. Przyszły bardzo naturalnie, wraz z lepszym zrozumieniem kontekstu jego odkrycia.
Kiedy Pluton został odkryty w 1930 roku, było to wydarzenie ogromnej wagi. Warto pamiętać, że wcześniej ostatnimi nowo odkrytymi planetami były Uran i Neptun, a takie odkrycia zdarzały się niezwykle rzadko. Każda nowa planeta była sensacją, czymś wielkim i niemal z definicji przełomowym.
Pluton idealnie wpisywał się w ten obraz. Znajdował się bardzo daleko, w ciemnościach, niewidoczny gołym okiem, a jednocześnie, jak wtedy sądzono, zawsze tam był. Ukryta planeta, należąca do tego samego zbioru co pozostałe planety Układu Słonecznego.
Z czasem jednak obraz ten zaczął się zmieniać. Wraz z rozwojem astronomii odkrywaliśmy coraz więcej obiektów za orbitą Neptuna. Pas Kuipera przestał być hipotezą, a stał się realnym regionem pełnym ciał podobnych do Plutona. Okazało się, że Pluton nie jest samotnym, wyjątkowym władcą ciemności, lecz jednym z wielu obiektów należących do większej rodziny.
I właśnie w tym momencie pojawiła się moja wątpliwość.
Nie w sensie: Pluton nie ma znaczenia,
ale raczej: czy jego symboliczna rola nie była budowana na założeniu, które dziś wiemy, że było niepełne?
Jeśli przez dziesięciolecia myśleliśmy o Plutonie jako o wielkiej, odrębnej planecie, a dziś wiemy, że jest jednym z wielu podobnych obiektów, to naturalne, że zaczynamy zadawać pytania. Nie po to, by odbierać mu znaczenie, lecz by lepiej osadzić je w szerszym kontekście.
Dlaczego XX wiek tak mocno potrzebował Plutona?
Astrologia XX wieku rozwijała się równolegle z psychologią głębi. Freud, Jung, a później całe nurty pracy z nieświadomością zmieniły sposób, w jaki ludzie rozumieli cierpienie, kryzys i wewnętrzne pęknięcia.
Jak zwracają uwagę autorzy astrologii psychologicznej, tacy jak Liz Greene czy Richard Tarnas, Pluton stał się symbolem tego, co ukryte, wyparte i destrukcyjne, ale też potencjalnie transformujące. Doskonale pasował do epoki, w której świat mierzył się z wojnami, totalitaryzmami i masową traumą.
Można powiedzieć, że Pluton zebrał na siebie ogromny ładunek znaczeń, które były wtedy potrzebne jako język do opisu doświadczeń, których nie dało się już wyjaśnić wyłącznie przez los, karę czy przeznaczenie.
A gdzie w tym wszystkim Saturn?
W astrologii klasycznej to Saturn był planetą granic, odpowiedzialności, czasu i konsekwencji. Symbolizował rzeczywistość taką, jaka jest, często wymagającą, ale stabilną.
W astrologii XX wieku akcent wyraźnie przesunął się w stronę kryzysu i transformacji. Saturn jakby ustąpił miejsca Plutonowi jako głównemu symbolowi zmiany.
Z dzisiejszej perspektywy można jednak zapytać, czy transformacja bez struktury jest w ogóle możliwa. Czy po każdym głębokim kryzysie nie wracamy do bardzo saturnicznego pytania: jak teraz żyć dalej, na jakich zasadach, w jakiej formie?
Coraz częściej wydaje się, że Pluton i Saturn nie tyle konkurują ze sobą, ile opisują różne etapy tego samego procesu.
XXI wiek i poszerzanie języka astrologii
Dziś wiemy znacznie więcej, zarówno o kosmosie, jak i o psychice. Znamy całą rodzinę obiektów transneptunowych: Eris, Sednę, Haumeę, Makemake i wiele innych. Jednocześnie żyjemy w czasie kryzysów systemowych, granic zasobów i odpowiedzialności zbiorowej.
W tym kontekście coraz częściej pojawia się pytanie, czy Pluton nie został w astrologii przeciążony znaczeniem, a część tematów głębi nie mogłaby być opisywana bardziej precyzyjnie i wielowymiarowo.
Nie chodzi o to, by zabrać Plutonowi jego rolę, ale by przestać widzieć w nim jedynego władcę transformacji.
Jak dziś mądrze pracować z Plutonem?
Z perspektywy praktyki astrologicznej coraz bliższe jest mi podejście, w którym Pluton nie jest straszakiem ani wyrokiem, ale momentem granicznym, punktem bez powrotu, inicjatorem procesu, a nie jego całością.
To, co dzieje się potem, odbudowa, integracja, nadanie formy, bardzo często należy już do Saturna i planet osobistych.
Takie spojrzenie pozwala uniknąć demonizacji, nie dramatyzować tranzytów i traktować transformację jako proces, a nie katastrofę.
Czy XXI wiek potrzebuje nowej astrologii?
Być może nie nowej, lecz bardziej świadomej i zniuansowanej. Astrologii, która zachowuje pokorę poznawczą, pamięta o kontekście historycznym, reaguje na rozwój wiedzy i nie potrzebuje jednego wszechmocnego symbolu, by mówić o złożonych doświadczeniach.
Pluton pozostaje ważny. Ale być może już nie musi dźwigać całego ciężaru cienia sam.
Na zakończenie
To nie są prawdy ostateczne, raczej pytania, które warto dziś zadawać. Astrologia jest żywym językiem i zmienia się razem z nami. A im więcej w niej refleksji i uważności, tym mniej potrzeby straszenia i dramatyzowania.
Jeśli ten tekst zostawi Cię z własnymi przemyśleniami, to znaczy, że spełnił swoje zadanie.
